niedziela, 25 stycznia 2009

Reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II nie jest zakończona

Włoskojęzyczny Zenit przeprowadził wywiad z Don Mauro Gagliardim, profesorem teologii w Pontifical Athenaeum Regina Apostolorum w Rzymie, niedawno powołanym na stanowisko konsulatora Urzędu ds. Papieskich Celebracji Jego Świątobliwości — w tym samym czasie również ks. Uwe Michael Lang został powołany na stanowisko konsultora ww. Urzędu. W wywiadzie podjęto między innymi temat książki wydanej przez Don Nicola Buxa dotyczącej liturgii oraz dyskusji mających miejsce po Soborze Watykańskim II: La riforma di Benedetto XVI: La liturgia tra innovazione e tradizione. Wywiad porusza kilka ważnych zagadnień dotyczących reformy reformy, usus antiquior a także znaczenia świętej liturgii w nauczaniu wiernych.

Przedstawiamy najważniejsze fragmenty tłumaczone przez autorów NLM z języka włoskiego.

Pierwszym istotnym zagadnieniem jest spojrzenie Don Gagliardiego na proces reformy liturgicznej, w którym podnosi on wiele ważnych kwestii, zwłaszcza w przedmiocie liturgii paulińskiej i reformy reformy. Względy te są ściśle związane ze stanowiskiem zajmowanym przez Gagliardiego, że posoborowa reforma liturgii nie powinna być w żadnym wypadku uważana za proces, który uległ zakończeniu.

Reforma jest z natury długim i żmudnym procesem i należy pamiętać, że zaczęła się czterdzieści lat temu! — co wiąże się z ogromnym wysiłkiem, a nade wszystko z ogromną potrzebą cierpliwości i świadomością zachowania czujności w odpowiednim jej stosowaniu, a także pokorą niezbędną do analizy problemów — nawet jeżeli pewne rzeczy zostały powszechnie przyjęte, lub są wręcz propagowane w ramach obecnie obowiązujących norm — jeżeli okazały się problematyczne, lub zostały zmienione na lepsze. Z drugiej strony, któż obecnie żywiący przekonanie, że ryt Pawła VI ulepszył ryt św. Piusa V nie twierdzi jednocześnie, mniej lub bardziej bezpośrednio, że normy [liturgiczne trydenckie] uprzednio ustanowione i wprowadzone w życie też wymagały udoskonalenia? Dlaczego więc obecne ustawodawstwo dotyczące Novus Ordo miałoby być uznawane za doskonałe i nietykalne? W kwestii reformy liturgicznej nie liczy się bowiem dochodzenie własnych racji za wszelką cenę, nawet wbrew wszystkiemu, lecz służba Kościołowi w doskonaleniu adoracji Trójcy Przenajświętszej. [podkreślenie NLM]

Dochodzimy tu do ważnego momentu (niezależnie od osobistych poglądów jednostki w kwestii ksiąg liturgicznych św. Piusa V) — mianowicie do wskazania sprzeczności w twierdzeniu, że z jednej strony przedsoborowe księgi liturgiczne wymagały pewnych zmian, zaś z drugiej uznawania takiego samego podejścia w stosunku do nowych ksiąg liturgicznych za postawę niewyobrażalną bądź „nie do przyjęcia” — lub innymi słowy, proponowania reformy reformy. Wiadomo przecież, że taki sposób myślenia cechuje rażąca nielogiczność i że dobrze, iż temat jest podnoszony i otwarcie dyskutowany w kontekście Rzymu.

Wywiad omawia dalej charakter książki Buxa i wskazuje na jego stanowisko, według którego postawa dwóch skrajności — innowacyjności lub bezruchu liturgii, jest niemożliwa do obrony.

To właśnie w tym kontekście pojawia się dalsze ciekawe zagadnienie. Mianowicie krytyka stanowiska zajętego w jednej z recenzji dzieła Buxa, przeciwnego wszelkim ideom "reformy reformy" i przemawiającego raczej za pozostawieniem usus recentior w obecnym stanie, tyle że bez nadużyć liturgicznych:

Stojąc w obliczu możliwości rewizji [liturgicznej] reformy Pawła VI, Augé [jeden z recenzentów książki Buxa] konkluduje, stawiając pytanie: „Skąd więc idea reformy reformy miałaby czerpać inspirację, z Mszału 1962 czy Konstytucji Sacrosanctum Concilium? Zamiast marnowania energii na takie rzeczy, czyż nie lepiej poświęcić ją na intensywne badanie liturgii Kościoła sprawowanej wg aktualnych ksiąg i przeżywanej przede wszystkim jako fakt porządku duchowego (SC 14)?"

Don Gagliardi proponuje taką oto krytykę powyższego stanowiska:

U podstaw ww. dwóch kwestii Augé jawią się dwa założenia: pierwsze wg którego koncepcja ‘reformy reformy’ może [jedynie] polegać albo na powrocie do rytu św. Piusa V albo na kierowaniu się decyzjami soboru. Czyż jednak założenie to nie opiera się na koncepcji nieuleczalnego zerwania pomiędzy nauczaniem Vaticanum II w kwestii liturgii a tym co było przedtem? Czy naprawdę nie ma miejsca na jedno i drugie? Drugie założenie wyraża się w “liturgii Kościoła” i oznacza formy posoborowe. Czy wyrażając się w ten sposób Augé przypadkiem nie oświadcza w sposób pośredni, że Mszał z 1962r. bł. Jana XXIII nie był „liturgią Kościoła”? Czy też może, jeżeli wyrażenie „liturgia Kościoła” jest interpretowane na podstawie przywoływanych przezeń tekstów (zaczerpniętych z Vicesimus quintus annus), nie ma tu ryzyka polegającego na myśleniu, że przedsoborowa liturgia nie była „faktem porządku duchowego”?

Aspekt ten jest także dość istotny, ponieważ rzecz, na którą ostatecznie wskazuje to fakt, że usus antiquior jest skarbem Kościoła i istotnym elementem jego patrymonium oraz — powiem więcej — elementem żywego patrymonium.

Ks. Gagliardi rozważa także dokument motu proprio Summorum Pontificum w świetle jego celu i zakresu zwracając się do tych, którzy chcieliby ograniczyć jego zastosowanie:

Don Bux jest przekonany, że [motu proprio Summorum Pontificum] jest wyraźnym znakiem planu odnowy liturgicznej i rozwoju świętej liturgii, która niewątpliwie jest droga Ojcu Świętemu. Papieska decyzja [jest umniejszana przez wielu] do czysto ekumenicznego gestu i traktowana jako ustępstwo „na rzecz Lefebrystów”... Tymczasem dla autora [motu proprio] ma o wiele większe znaczenie i zmierza w kierunku „pokonania wyłomu, który dokonał się w procesie reformy liturgicznej, przeciwstawiającego nowy ryt staremu” (str. 45). Wydaje mi się, że Don Bux ma rację: Jego Świątobliwość sam oznajmił w liście do biskupów towarzyszącym Summorum Pontificum, że celem jego decyzji jest „osiągnięcie wewnętrznego pojednania w Kościele.”

Kolejny aspekt jest bardziej kontrowersyjny; brzmi on następująco:

Dlatego też wg Don Buxa słaby punkt posoborowej reformy należy widzieć nie tyle w reformie samej w sobie (która pokazuje, jak każda ludzka rzecz, aspekty, które można ulepszyć lub inne rzeczy wymagające rewizji), co w przedstawianiu Novus Ordo nie jako nowego rytu lecz jako rytu wyraźnie przeciwstawianego starszemu.

W swoich wywodach Gagliardi nie sugeruje, że nie ma spraw wymagających rozwiązania w samej reformie; widać to, gdy mówi o „innych rzeczach wymagających rewizji”. Zatem uważam, że nie powinniśmy zbytnio się nad tym rozwodzić. Należy jednak zauważyć, że to na ile reforma jest problemem, jest przedmiotem uzasadnionej i prawowitej dyskusji wśród badaczy a także zwolenników usus antiquior i reformy reformy. Uwzględniając powyższe nie zapominajmy, że zasada reformy świętej liturgii sama w sobie nie jest nie do przyjęcia. Liturgia najwyraźniej nie tkwi w bezruchu. Chodzi raczej o to „co” i „jak” w reformie liturgicznej jest problemem, i dochodzą tu również do głosu kwestie ciągłości i zerwania. De facto, to może być wszystko, co Don Gagliardi pragnie przekazać i z pewnością można się zgodzić, że samo podejście zakładające zerwanie ciągłości i powstanie wyłomu jest problemem.

Odkładając na bok to łagodne zastrzeżenie Gagliardi kontynuuje myśl:

To właśnie wyrwa w ciągłości tradycji wywołała i nadal wywołuje nieporozumienia, polemiki i cierpienia. Posoborowa reforma musi być rozumiana jako reforma przy zachowaniu ciągłości: tylko taki sposób myślenia może doprowadzić do jej zakończenia. Dzieje się tak, ponieważ — powtarzam — reforma jest daleka od zakończenia.
[...]
Jedno jest pewne, że książka ta, z zasady, w chwili obecnej, jest znakiem sprzeciwu właśnie dlatego, że próbuje opowiadać się — w sposób szczególny wśród ekspertów w tej dziedzinie lecz także w środowiskach przeciwnych „odłamów” zwolenników jedynie jednej z dwóch form rytu rzymskiego — za cnotami pokory, zrozumienia, tolerancji oraz otwarcia umysłu (zob. str. 87), celami, które zbiegły się z celami Jego Świątobliwości Benedykta XVI.

To czego najbardziej potrzeba to właśnie duch współpracy zdolny do promowania ciągłości i tradycji.

Ciekawe i godne uwagi są myśli Dona Gagliardiego dotyczące miejsca liturgii jako nauczycielki wiernych spoza czysto akademickich kręgów formacyjnych. Jest to rzecz ważna, ponieważ jest to debata, która zaciekle toczy się nadal:

Pragnę zająć jasne stanowisko względem autora: jestem przekonany, że [akademicka] formacja liturgiczna księży — tak niezbędna i zalecana przez Kościół od co najmniej czasów Soboru Trydenckiego — nie wystarcza sama w sobie do krzewienia prawdziwego ducha liturgii i należytego sposobu adoracji [charakteryzującej] w chrześcijańskiej modlitwie. Sobór Trydencki nauczał następująco: „ponieważ taka jest natura ludzka, że bez zewnętrznych pomocy niełatwo wznosi się do rozważania rzeczy Bożych, przeto święta Matka Kościół ustanowił pewne przepisy w odprawianiu [...] Dzięki temu ma być podkreślony majestat tak wielkiej ofiary, a dusze wiernych przez te widzialne znaki religii i pobożności pobudzone do kontemplacji wzniosłych rzeczywistości zawartych w tej ofierze (Dekret Soboru Trydenckiego, sesja XXII rozdział V). Oznacza to, że myśl wznosi się ku Bogu nie tylko poprzez formację, lecz także i nade wszystko przez święte i widoczne znaki Boskiej modlitwy, dane przez Kościół. Don Bux może zatem cieszyć się z tego, że „Rodzi się właśnie nowy ruch liturgiczny, który przygląda się celebracjom liturgicznym sprawowanym przez Benedykta XVI. Nie wystarczają już instrukcje przygotowywane przez ekspertów, potrzeba natomiast celebracji przykładowych, które pozwoliłyby spotkać Boga.” (str. 123).

Czasami, zewnętrzne aspekty liturgii i przeżywane życie liturgiczne są traktowane przez niektórych jako subiektywne i nieistotne. Nawet wysuwanie ich jako przedmiot rozważań bywa postrzegane jako rzecz podejrzliwa i powód do drwin. Tymczasem zajmowanie takiego stanowiska nie jest postrzeganiem ani pojmowaniem liturgii w zgodzie ze stanowiskiem Kościoła, które, przeciwnie, uznaje pierwszorzędność i najwyższą rangę liturgii we wszystkich jej aspektach za szkołę życia chrześcijańskiego i formacji. Na tym poziomie, szczególnie miło jest widzieć przywoływanie takiego punktu widzenia.

Jak wspomniano, w wywiadzie można znaleźć kilka dziedzin, w których można dopatrzeć się marginalnych niezgodności w zakresie różnych szczegółów, lecz ujmując rzecz całościowo, sądzę że przyszłość wygląda obiecująco, patrząc zwłaszcza na pozycję ww. kapłana, i dobrze wróży nowemu ruchowi liturgicznemu. Przecież to, co widzimy tutaj to pojmowanie szerszych konsekwencji motu proprio Summorum Pontificum dotyczących miejsca i wagi liturgii oraz otwartości na głębsze warstwy reformy reformy.

Tłumaczenie: Anna Kaźmierczak