sobota, 16 listopada 2013

Warszawa: wynagradzająca trydencka Msza święta i adoracja relikwii Krzyża świętego

W piątek, 29 listopada 2013, o godz. 19.30 w warszawskim kościele św. Klemensa, ul. Karolkowa 49 (Wola) sprawowana będzie Msza święta, ofiarowana w intencji wynagradzającej za wszelkie profanacje Krzyża świętego w naszej Ojczyźnie. 

Kliknij aby powiększyć
Podczas liturgii Mszy świętej, sprawowanej w rycie trydenckim, Słowo Boże wygłosi o. Gabriel Bartoszewski OFM Cap.
Po Mszy świętej, przed relikwiami świętego Krzyża, odmówiona zostanie koronka do Miłosierdzia Bożego oraz śpiewane będą przebłagalne suplikacje. Po modlitwie uczestnicy tego nabożeństwa, będą mogli adorować i ucałować relikwie świętego Krzyża.

W kończącym się Roku Wiary i w ostatnich dniach roku kościelnego do udziału w modlitwie wynagradzającej za wszelkie grzechy a w szczególności za profanację w naszej Ojczyźnie Krzyża świętego, serdecznie zaprasza warszawskie Duszpasterstwo Wiernych Tradycji Łacińskiej.

wtorek, 12 listopada 2013

Papież Franciszek nie jest przeciwnikiem tradycyjnej rzymskiej liturgii

Jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna, papież Franciszek nie jest przeciwnikiem starszej formy rytu rzymskiego, ani grup czy stowarzyszeń, które ją krzewią. Informacją tą podzielił się emerytowany przewodniczący Papieskiej Komisji "Ecclesia Dei", kard. Dario Castrillon Hoyos.

Papież Franciszek celebruje Mszę versus Deum
Kolumbijski purpurat spotykał się z obradującymi w Rzymie uczestnikami Zgromadzenia Ogólnego Międzynarodowej Federacji Una Voce (FIUV) - organizacji skupiającej stowarzyszenia i związki katolików przywiązanych do tradycyjnego rytu rzymskiego.

Kard. Castrillon Hoyos powołał się na swoją niedawną rozmowę z Ojcem Świętym. Odpowiadając na kwestię związaną z nakazem Stolicy Apostolskiej, aby w Zgromadzeniu Franciszkanów Niepokalanej od tej pory sprawowano liturgię jedynie według formy zwyczajnej obrządku łacińskiego, podkreślił, że nie jest on spowodowany negatywną oceną liturgii tradycyjnej. Chodziło o rozłam wewnętrzny w zgromadzeniu. Można tam zresztą sprawować Mszę św. w nadzwyczajnej formie, po uzyskaniu zgody kompetentnych władz [kardynał i papież widocznie nie widzą tu sprzeczności z Summorum Pontificum, pozwalającemu każdemu kapłanowi na celebrowanie bez specjalnej zgody przełożonych - D.G.].

Podczas Zgromadzenia Ogólnego Międzynarodowej Federacji Una Voce, jej przewodniczącym wybrano Brytyjczyka, Jamesa Bogle'a. Podziękował on za uczestnictwo w obradach kardynałom Dario Castrillon Hoyosowi i Walterowi Brandmüllerowi oraz sekretarzowi Papieskiej Komisji "Ecclesia Dei", abp. Guido Pozzo. Wyraził też wdzięczność papieżowi seniorowi Benedyktowi XVI i papieżowi Franciszkowi za wsparcie udzielane tej organizacji.

Relacja z Mszy Solennej Requiem w Gdańsku

Przedstawiamy relację fotograficzną z Mszy Requiem odprawionej 8 listopada w kościele śś. Piotra i Pawła w Gdańsku.

Więcej zdjęć można obejrzeć w albumie środowiska.

sobota, 9 listopada 2013

Warszawa: Msza trydencka w intencji Ojczyzny

W dni Święta Niepodległości, w poniedziałek 11 listopada, w kościele św. Klemensa na warszawskiej Woli (ul. Karolkowa 49) o godzinie 11.00 zostanie odprawiona Msza święta w klasycznym rycie rzymskim w intencji Ojczyzny i poległych w jej obronie żołnierzy 36 pułku piechoty "Legii Akademickiej".

We Mszy Świętej wezmą udział poczty sztandarowe: SRH „Legia Akademicka” (ze sztandarem Weteranów roku 1920) oraz Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Po Mszy nastąpi złożenie kwiatów przed tablicą upamiętniającą powstanie „Legii Akademickiej” (Uniwersytet Warszawski – Kampus Centralny, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28).

piątek, 8 listopada 2013

Relacja z solennej Mszy w rycie dominikańskim

W tym roku obchodzimy trzechsetną rocznicę beatyfikacji wielkiego polskiego dominikanina, Czesława Odrowąża, kuzyna św. Jacka. Obu obłóczył i posłał w świat sam św. Dominik.

Szczególnie uroczyste obchody odbyły się we Wrocławiu, w mieście, gdzie bł. Czesław był założycielem i wieloletnim przeorem miejscowego klasztoru dominikanów. Według powszechnej tradycji Wrocław ocalał od zdobycia i zniszczenia przez Tatarów dzięki cudownej Bożej interwencji, wyproszonej przez bł. Czesława. W mieście tym zatem kult Czesława kwitnie od chwili jego śmierci i tam też, w dominikańskim kościele św. Wojciecha, w pięknej, barokowej kaplicy znajduje się jego grobowiec.

Do świętujących swoje słowo skierował papież Franciszek. Ojciec Święty doskonale zdaje sobie sprawę, że kult świętych jest idealnym narzędziem katechizacji. Odwołując się do ikonograficznych przedstawień bł. Czesława, Franciszek wskazał na istotę adoracji: „Adorować, to znaczy wyzbyć się naszych bożków, także tych najbardziej ukrytych, i wybrać Pana jako centrum, jako główną drogę naszego życia”.

imgp7235
 Na zakończenie całorocznych uroczystości związanych z jubileuszem, w sobotę 19 października, odprawiono solenną Mszę świętą w rycie dominikańskim. Jest to pierwsza publiczna celebracja, zorganizowana z inicjatywy samych polskich dominikanów, odkąd swoim rytem uczynili zwyczajną formę rytu rzymskiego. Z racji okoliczności i miejsca, była to oczywiście wotywa o bł. Czesławie.
 
Do celebrowania Mszy zaproszono tradycyjnych dominikanów z Bractwa św. Wincentego Ferreriusza z Chémeré-le-Roi we Francji. Mszę celebrował sam przeor wspólnoty, o. Dominique-Marie de Saint Laumer, a posługę diakona i subdiakona pełnili dwaj jego współbracia. Niższą asystę i mszalik dla wiernych zapewniły krakowskie środowisko tradycji dominikańskiej Inicjatywa „Coetus Fidelium” oraz Fundacja św. Grzegorza Wielkiego. Przed Mszą miała miejsce próba z ministrantami. Okazało się, że ceremoniały, z których korzystamy, nie przewidziały pewnych pięknych tradycji, zachowywanych w celebracjach braci ze wspólnoty św. Wincentego Ferreriusza, więc przygotowania były intensywne i zaskakujące.

Śpiew prowadzili kantorzy ze Scholi Cantorum Sancti Joseph i Scholi Gregoriany Silesiensis. Głównym kantorem był nasz przyjaciel, wybitny znawca i praktyk tradycyjnego śpiewu dominikańskiego, Marcin Bornus Szczyciński.

imgp7257
Ojciec Norbert Oczkowski OP — promotor kultu bł. Czesława, główny organizator obchodów jubileuszu, odpowiedzialny także za za proces kanonizacyjny wielkiego patrona Wrocławia — przygotował na celebrację piękne szaty i paramenta. Ornat, w którym odprawiano Mszę, miał 300 lat. Użyto pięknego, barokowego kielicha, który był przykryty welonem z wyhaftowanym psem ze słynnego snu bł. Joanny de Aza, matki św. Dominika.

Organizatorów zaskoczył liczny udział wiernych, którzy nie zmieściwszy się w kaplicy, modlili się w nawie głównej kościoła, także podczas Komunii zaszła potrzeba, by przynieść z tabernakulum jeszcze jedną puszkę z Ciałem Pańskim.

Na zakończenie Mszy zaśpiewano w uroczystym tonie antyfonę maryjną Salve Regina, ukochaną przez dominikanów, a następnie starą, tradycyjną pieśń o bł. Czesławie:

Tobie niech zabrzmi Boże cześć i sława,
przy dniu dorocznym świętego Czesława,
Który Twe Imię rozgłaszał przed światem
z Jackiem, swym bratem.

Sławą ujęty cudów Dominika,
porzuca chętnie godność kanonika,
I z Patryarchy rąk habit odbiera,
światu umiera.

Ogniem miłości boskiej rozpalony,
z Rzymu w północne udaje się strony:
Czechom, Ślązakom słowo Boże głosi,
klasztory wznosi.

Gdy dzicz Tatarska polskie niszczy strony,
i aż w Śląsk swoje zapuszcza zagony,
Jego przyznają modłom Wrocławianie
swe zachowanie.

Coś życie strawił w kaznodziejskiej pracy,
Twojej przyczyny błagają rodacy:
Uproś nam łaskę, byśmy w wierze stali,
do śmierci trwali.

Jak wynika z naszych rozmów z uczestnikami, tradycyjna liturgia jest sama w sobie świetną katechezą mistagogiczną i doskonałym narzędziem ewangelizacji. Gorąco zachęcamy do przeczytania świadectw uczestników. W najbliższym czasie na naszym portalu zamieścimy także wywiad z o. Dominique-Marie.

Dodatkowe informacje i materiały związane z obchodami jubileuszu można znaleźć na stronie http://www.blogoslawionyczeslaw.pl/

Fotorelacja oraz świadectwa uczestników dostępne są na stronie rytdominikanski.pl.

niedziela, 3 listopada 2013

Żegnam cię, mój świecie wesoły

Zaduszki i następujące po nich dni to czas wytężonej modlitwy za wszystkich wiernych zmarłych. Modlitwa ta przez całe wieki podtrzymywana była w masach chrześcijańskich pieśnią nabożną. Pogrzeb, i całe umieranie, wiązało się z bogatą obrzędowością, podobnie jak późniejsze wspominanie zmarłych i modlitwa za dusze czyśćcowe. Kultywujmy te tradycje i dzisiaj; tradycyjny katolicyzm to nie tylko sam ryt Mszy świętej i kalendarz liturgiczny, ale trwanie także przy całym skarbcu tradycyjnych wyrazów pobożności, które przekazali nam nasi dziadowie i ojcowie.

Posłuchajmy starej pieśni pogrzebowej Żegnam cię, mój świecie wesoły w wykonaniu Adama Struga (śpiew) i Bartosza Izbickiego (organy).




Przypominamy także wywiad z Adamem nt. związku trwałej wiary z tradycyjną liturgią i pobożnością oraz śpiewem nabożnym. Ukazał się on na portalu pch24.pl i publikujemy go za zgodą redakcji.

Niebo jest zaludnione polskimi chłopami


Marcel Pérès powiedział mi, że zniszczenie pobożności ludowej we Francji w ramach zmian okołosoborowych doprowadziło do tego, iż wiara ocalała tylko w dużych miastach, w środowiskach inteligencji i burżuazji, a cała prowincja zamieniła się w pustynię religijną. Jednocześnie jest on zdania, że Polska zachowała pobożność ludową i śpiew tradycyjny, i dzięki temu wiara chrześcijańska ocalała. Tymczasem u nas mówi się, że sytuacja jest bardzo zła. Jaki naprawdę jest, Twoim zdaniem, stan śpiewu tradycyjnego i pobożności ludowej w naszym kraju?

- Stan śpiewu tradycyjnego jest tragiczny, ale nie pokrywa się to ze stanem pobożności ludowej. W Polsce jest wysoki odsetek ludzi pobożnych i należą oni do wszystkich warstw społecznych; nie ma rozwarstwienia wspomnianego przez Marcela Pérèsa. Czyli, jak mawiał jezuita Karol Antoniewicz, autor pieśni Chwalcie łąki umajone, „niebo jest zaludnione polskimi chłopami”. Coś jest na rzeczy. Bez wątpienia pobożność ludowa karmi się pieśnią nabożną. We wstępie do śpiewnika Siedleckiego znajduje się zdanie, że bez szkody dla pobożności nie można ludu polskiego tych pieśni pozbawić. Reformy niewątpliwie zaszkodziły nie tylko rzeczywistości kościelnej, lecz także kulturze katolickich niegdyś narodów. Kościół był miejscem, w którym kształtowały się gusta, z muzyki katolickiej wynikały ryty muzyczne narodów w Kościele katolickim ochrzczonych, a w pewnej chwili nagle okazało się, że do Kościoła nie możemy się odwołać, bo zaszła w nim tragiczna w skutkach zmiana. Widzimy także odwrotną inkulturację: małpujemy wzorce narodów później ochrzczonych, co nie tylko metodologicznie, ale i na poziomie ducha jest bez sensu.

Mówisz, że stan śpiewu jest tragiczny, ale pobożność ocalała. Czy to znaczy, że pobożność może jednak istnieć bez śpiewu?

- Zdecydowanie, mamy nawet reguły zakonne, gdzie śpiew jest zakazany, w każdym razie śpiew wspólny. Mówię na przykład o kamedułach Góry Koronnej, którzy w ogóle nie praktykują śpiewu. W tym jest pewna mądrość, bo jeżeli trafiamy do chóru zakonnego ze współbratem, który straszliwie fałszuje, i mamy go przez 50 lat słuchać, to jesteśmy gotowi go w końcu zamordować. Przez nakaz milczenia i zakaz śpiewu to niebezpieczeństwo zostało wyeliminowane.

Ale to nie dotyczy szerokich mas.

- Nie. Być może to co mówię, nie jest zborne, ale nie potrafię oszacować, jak kształtuje się pobożność ludowa, na ile ona jest żywa. Poza wyrazem indywidualnym ma ona także wybujałe formy życia wspólnego. Niewątpliwie reforma kalendarza liturgicznego, zdewastowanie Mszy i wprowadzenie Novus Ordo Missae nie służą rozwojowi pobożności ludowej. Ale jednocześnie, zważywszy na to, co widziałem na Zachodzie i także na Wschodzie (bo Cerkiew wcale nie jest wypełniona po brzegi), polska religijność rzeczywiście nadal przedstawia się imponująco.

Czy mógłbyś pokusić się o próbę odpowiedzi na pytanie, na czym polega związek między śpiewem a pobożnością? Dlaczego śpiew ma dla niej istotne znaczenie?

- Śpiew jest cechą gatunkową, tzn. ptaki, owady, wreszcie stada ludzkie śpiewają. To jest jedno. Ale jest też taki poziom, że śpiew jest uroczystą formą mowy. Więc śpiew łączy w sobie te dwie cechy. Są one wyrazem pobożności, a jednocześnie ją karmią. Zauważyłem, że wśród starych śpiewaków był ogromny sentyment do nabożeństw dzisiaj już zaniechanych, przede wszystkim nieszporów. Nie dotyczy to zresztą tylko polskiego ethnosu ludowego, lecz obejmuje także inteligencję. Ludzie nawet nie przyzwyczajeni do pobożności, cytując Pismo, cytowali Wujka, ewentualnie Kochanowskiego przerobionego przez Karpińskiego. Te tropy znajdujemy wszędzie; nieszpory cytują ludzie dalecy od Kościoła, tacy jak Miłosz, podobne informacje znalazłem u Mirona Białoszewskiego, a także innych współczesnych pisarzy polskich; dlatego wnoszę, że śpiew nabożny jest bardzo ważny nie tylko dla wiary, lecz i dla kultury. Zmiany soborowe były źle przyjmowane także przez ludzi spoza Kościoła; przypomnijmy sławny list, który podpisali m.in. Agatha Christie i Yehudi Menuhin.

Każdy, kto zaczyna poznawać pieśni tradycyjne, zauważa przede wszystkim ich cudowną staropolszczyznę. Pozwalają one nawiązać kontakt z naszymi przodkami, z pewnymi obszarami naszej kultury. Co przechowuje repertuar dawnych pieśni kościelnych, w jaki sposób się on tworzył?

- Jeśli zajrzą Państwo do antologii polskiego renesansu i baroku, to okaże się, że w przypadku polskich pieśni nabożnych, tzw. tradycyjnych, mamy do czynienia z kwiatem literatury tamtych epok. Głównie baroku, ale nie tylko. To po pierwsze. Po drugie, w „słodkie jarzmo pieśni nabożnej” owi twórcy sami się wprzęgali, to leżało po prostu w konwencji. Niezależnie od tego, jaki kto prowadził żywot, jednocześnie tworzył, a to kolędy, a to pieśni postne. Mamy więc do czynienia z pieśniami pochodzenia chorałowego w warstwie muzycznej, w warstwie literackiej — z najważniejszymi poetami polskiego renesansu i baroku, i wreszcie między nimi odnajdujemy rzeczy ludowe, które bardzo łatwo rozpoznać. Ich muzyczny kształt jest niejako „plemienny” i to słychać: są to rzeczy niewyrafinowane kompozytorsko, ale bardzo ciekawe harmonicznie. Można to także stwierdzić na podstawie tekstu, jako że autor jest niezbyt uczony, a kwestie teologiczne traktuje może nie z przymrużeniem oka, ale nie w teologii mieści się ciężar gatunkowy tego gatunku. Czyli ten zbiór współtworzą rzeczy pochodzenia dworskiego, kościelnego i ludowego, i żeby prawdę o tych rzeczach rozwikłać, nie ma innego wyjścia niż praktykować. Kiedy się je przez wiele lat śpiewa, nagle otwierają nam się drzwiczki i jesteśmy w stanie z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, z jakiego okresu dana pieśń pochodzi i czy jest to rzecz gminna czy szlachecka.

Czy prawdziwa jest opinia, że dużą rolę w przekazywaniu śpiewu tradycyjnego odgrywały kobiety?

- Tak, odgrywały one bardzo dużą rolę w przekazywaniu śpiewu tradycyjnego i zresztą nie tylko śpiewu. Jeśli tzw. nuta skrzypcowa polska, ta najpiękniejsza polska muzyka skrzypcowa, pochodzi z głosu, to jest to właśnie głos niewieści, śpiewy niewieście. We wspólnotach dawniejszego typu, gdzie jeszcze nikt nie dyrygował, śpiew religijny prowadzili mężczyźni. Było to zastrzeżone dla mężczyzn i najprawdopodobniej jest to refleks nie tylko patriarchalnego świata, ale w ogóle przekazu, powiedzmy, „kapłańskiego”. Rzeczywiście, jeśli obserwuje się śpiewacze grupy na wsi, to widać, w jakiej kolejności następuje degradacja: najpierw przestają śpiewać mężczyźni i prowadzą same kobiety. Potem przychodzi etap, gdy różaniec jedynie się odmawia. Mimo to znaczenie kobiet w tym całym zjawisku jest absolutnie fundamentalne. Na przykład w moim rodzinnym domu babka śpiewała właściwie non stop pieśni nabożne podczas prac domowych. A była pracowitą mrówką. Dziadek w tym czasie czytał gazety i miał do tych rzeczy podejście, powiedzmy, lekkie. Obserwowałem rówieśnice babci; pokoje tych staruszek stanowiły małe sanktuaria, gdzie była moc świętych obrazów i obrazeczków, ustawianych ze specyficzną elegancją, symetrycznie, figurki były podmalowywane i tak dalej. Tymi rzeczami zajmowały się kobiety. Wszystko, co było związane z obrzędowością ludową w formie śpiewów przy kapliczkach, dni krzyżowych, czyli śpiewów na polach, wreszcie procesji, w dużej mierze współtworzyły kobiety. Bo owszem, mężczyzna niósł chorągiew, jej drzewiec; ale przecież trzeba ją było uszyć, cerować i tak dalej. Tak więc nie tylko w śpiewie, lecz także w całej obrzędowości kościelnej i okołokościelnej kobiety wykonywały większość roboty.

Część teologów zauważa, że faktycznie nie było wcale tak, iż szczytowym okresem klerykalizmu i integryzmu w Kościele był wiek XIX i początek XX, a ostatni Sobór naprawił sytuację, lecz odwrotnie: szczytem tym były reformy okołosoborowe oraz opracowanie i wprowadzenie mszału Pawła VI. Pobożność ludowa to zjawisko silnie angażujące świeckich, oddolne, nieuzależnione od księdza, bo ludzie sami śpiewają godzinki, nieszpory itd. Czy zatem walka z nią nie jest de facto walką ze świeckimi zaangażowanymi w Kościół, mimo odmiennej retoryki ostatnich dziesięcioleci?

- Niewątpliwie. W dobre intencje reformatorów już dzisiaj nie wierzę po tym, co sam zobaczyłem i co przeczytałem. Twierdzę, że intencją było odejście od katolickiego oryginału. Nie ma innego powodu, by majstrować przy świętych obrzędach, które swój początek biorą w Wieczerniku, i bezkarnie dewastować skarbiec liturgiczny, muzyczny itd. Nie wiem, w jakim stopniu była to próba zawładnięcia duszami wiernych; bez wątpienia obserwuję natomiast, że reformy przeprowadzili chłopscy rewolucjoniści w czerwonych sutannach. W Kościele doszło do przewrotu chłopskiego, a chłopi, wyrwawszy się z okowów swej biedy i gminnej kultury, zrobią wszystko, by o tym zapomnieć. Myślę, że dużą rolę odgrywają kwestie psychologiczne. Ci, którzy przez całe życie te reformy wprowadzali, a dziś są kościelnymi gerontami, nigdy nie przyznają się do porażki, bo musieliby podważyć całą swą drogę życiową. A szkoda, bo Kościół jest właśnie takim miejscem, gdzie nawet pod koniec życia można się przyznać do porażki; jesteśmy bowiem zgromadzeniem ludzi ułomnych.

Pewien znajomy powiedział mi, że wzruszył go wyjątkowo Twój koncert na festiwalu w Jarosławiu, gdzie śpiewałeś nieszpory Karpińskiego, ponieważ gdy był dzieckiem, babcie w kościele parafialnym śpiewały jeszcze nieszpory właśnie na tę melodię. Po czym w pewnym momencie przyszedł nowy proboszcz i nowy organista, i zlikwidowali to. Chodzi mi nie o Rzym, lecz o ten poziom lokalny.

- No tak, ale w instytucji tak zhierarchizowanej jak Kościół to zaczęło się tam, w kurii rzymskiej, w otoczeniu papieża. Nagle ktoś przychodzi i zakłada sobie: a my sobie teraz zrobimy nową mszę albo nowy śpiew. Jest to inżynieria społeczna: skojarzenie, jakie mam, to retoryka i działanie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Zaryzykowałbym twierdzenie, że teologiczny modernizm jest równie niszczący jak komunizm polityczny. Oba poważnie nadwyrężyły więzi społeczne i kulturowe.

W ostatnich latach papieże Benedykt XVI i Franciszek wzięli w obronę tradycyjną pobożność. Czy w świetle ich apeli o jej pielęgnowanie można mieć nadzieję, że tendencja niszczenia pobożności ludowej i tradycyjnego śpiewu kościelnego zostanie przełamana?

- W mojej opinii nie zmieniło się nic.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Dominika Krupińska

Adam Strug jest śpiewakiem, instrumentalistą i kompozytorem, założycielem zespołu śpiewaczego Monodia Polska. Od kilkudziesięciu lat ocala, bada i wykonuje dawne polskie pieśni, przechowywane w tradycji ustnej.

sobota, 2 listopada 2013

Solenne Requiem w Gdańsku

Gdańskie Środowisko Tradycji Katolickiej zaprasza na uroczystą Mszę Requiem z asystą wyższą. Intencje zbiorowe za naszych bliskich zmarłych będzie można złożyć przed Mszą do koszyka wystawionego przed ołtarzem. Na wiernych będą czekały jak zawsze przygotowane mszaliki. Serdecznie zapraszamy! Strona wydarzenia na Facebooku.