środa, 13 maja 2009

Benedyktyńska perła Burgundii

Za stroną Tea at Trianon zamieszczamy tekst autorstwa Erica Hestera na temat Opactwa Benedyktyńskiego św. Józefa de Clairval we Flavigny w Burgundii. Obok takich opactw jak Le Barroux czy Fontgombault jest ono jednym z głównych ośrodków nowego ruchu liturgicznego we Francji.


Odwiedzający stronę Tea at Trianon to ludzie miłujący piękno, którzy przy tym wiedzą, że prawdziwe piękno — jak mówi Keats — odnajduje się w prawdzie i świętości. Dlatego polecam każdemu Opactwo Benedyktyńskie św. Józefa de Clairval we Flavigny w Burgundii.

Opactwo zostało założone pierwotnie w Szwajcarii całkiem niedawno bo w 1972r., a mimo to jest uroczym tradycyjnym benedyktyńskim klasztorem składającym się z pięknych budynków w równie urzekającym miejscu, na wzgórzu skąd rozciąga się widok na olśniewającą dolinę. Opactwo to wspólnota ok. pięćdziesięciu mnichów, żyjących wg reguły św. Benedykta w posłuszeństwie względem hierarchii katolickiej Archidiecezji Dijon. Zakonnicy żyją tym samym życiem monastycznym co ich przodkowie, wychwalając Boga w godzinach kanonicznych, wiodąc życie w prostocie i pięknie ascezy. Rekolekcje dla świeckich stanowią nieodłączną część ich apostolatu a zakonnicy w ten sposób dzielą się bogactwem życia kontemplacyjnego z innymi.


Rekolekcje te, może w nieco nietypowy sposób, opierają się na ćwiczeniach duchownych św. Ignacego Loyoli, zachowanych w substancjalnie pierwotnym kształcie, dostosowanych o tyle, że trwają pięć dni zamiast czterech tygodni przewidzianych przez św. Ignacego. Stąd dwóch zakonników na zmianę prowadzi konferencje, po których uczestnicy oddają się medytacji. Zachęca się wiernych do dobrej spowiedzi oraz spowiedzi generalnej — z całego życia. Zachęta to kluczowe słowo: zachęta jest bardzo delikatna; w rekolekcjach nie ma presji. Pewna doza samozaparcia jest oczywiście mile widziana, lecz w żaden sposób się jej nie wymusza a odpowiedź na nią zależy od uczestnika. Rekolekcje tworzą atmosferę, w której każdy chce uczynić więcej dla Pana Boga i mniej dla swego ego. Tydzień jest tak zaplanowany, aby nie było żadnego pośpiechu.

Oczywiście jest codzienna Msza św. i różaniec, jako że klasztor ma szczególne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny i swojego patrona św. Józefa. Liturgia, z wyjątkiem czytań, sprawowana jest w języku łacińskim. Solenna Msza św. z chorałem gregoriańskim jest śpiewana codziennie, zazwyczaj z „zwyczajnej formie obrządku łacińskiego” (wg Mszału Rzymskiego z 1970r.) “ad orientem”— twarzą zwróconą ku Stwórcy. Czasami jest odprawiana w „nadzwyczajnej formie obrządku łacińskiego” (wg Missale Romanum z 1962r.). Większość Mszy prywatnych sprawuje się wg Missale Romanum z 1962r — koncelebra ma miejsce jedynie w Wielki Czwartek. A wszystko to z największą godnością, tak by prawdziwie oddać istotę modlitwy do Boga. Pośród wielu darów, jakie opactwo wnosi do Kościoła na szczególną uwagę zasługuje godne sprawowanie „nowej Mszy” oraz ukazanie harmonii obu form obrządku łacińskiego: zwyczajnej i nadzwyczajnej.

Można by rzec, że rekolekcje w opactwie są jak duchowe uzdrawiające sanatorium. Absolutna cisza pośród uczestników nie stanowi najmniejszego problemu i daje duszy prawdziwą wolność. Mnisi odnoszą się do uczestników z szacunkiem i spokojem, a przy tym nie dają im odczuć, że wymagają od nich zbyt mało.

Większość rekolekcji jest prowadzona w języku francuskim w samym opactwie, a część także w innych regionach Francji i Belgii. Na przestrzeni ostatnich trzech lat potrzeba wołająca zza granicy sprawiła, że mnisi wyruszyli z rekolekcjami w języku angielskim do krajów anglojęzycznych. W kalendarzu na rok 2009 widzimy terminy rekolekcji w Irlandii (Ards Friary, Co Donegal) w dniach 6 — 11 lipca, w Anglii (Centrum Rekolekcyjnym Cold Ash k. Newbury w hrabstwie Berkshire) w dniach 26 — 31 lipca i Australii (Kapucyńskie Centrum Rekolekcyjne w Plumpton, NSW) w dniach 3 — 8 oraz 14 — 19 grudnia. Skromny datek jest mile widziany, ale nie stanowi on przeszkody dla przyjęcia osób, których nie stać na rekolekcje.

W klasztorach takich jak Solesmes, w okresach wolnych od rekolekcji zbiorowych, można od czasu do czasu poprosić o indywidualne rekolekcje w domu dla gości, obejmujące uczestnictwo w codziennej liturgii (oraz możliwość kierownictwa duchowego). Rekolekcje i pobyty w domu dla gości są przeznaczone wyłącznie dla mężczyzn, a panie mogą zwiedzić pewne części klasztoru, wysłuchać Mszy św. i godzin kanonicznych w przepięknej kaplicy oraz poprosić któregoś z zakonników o kierownictwo duchowe.

Małe miasteczko Flavigny sur Ozerain ufortyfikowane na wzgórzu przypominającym włoskie krajobrazy warto zwiedzić dla samych wrażeń estetycznych. Film pt. Chocolat, sam z siebie nie wart specjalnie obejrzenia, został nagrany właśnie tutaj. Tak naprawdę to jedynie sceneria i widoki zasługują w nim na uwagę.


Aby skontaktować się z opactwem można zapisać się na comiesięczny biuletyn z opactwa dostępny w kilku językach, gdzie można zazwyczaj znaleźć wiadomości na temat współczesnego świętego. Aby dowiedzieć się więcej, wystarczy wejść na stronę opactwa.

Można też napisać na adres Opactwa św. Józefa de Clairval, 21150 Flavigny Sur Ozerain we Francji, skąd można otrzymać biuletyn.

Tłumaczenie: Anna Kaźmierczak

wtorek, 12 maja 2009

Kard. Cañizares: Liturgia papieska wzorem dla całego świata katolickiego

Za włoską stroną 30giorni.it przypominamy fragmenty wywiadu, który udzielił w lutym br. Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kardynał Antonio Cañizares Llovera.

Jakie wspomnienia ma Eminencja z okresu reformy liturgicznej?
Kard. Cañizares: Uważam, że potrzebne było pogłębienie i odnowienie liturgii. Ale z własnego doświadczenia wiem, że nie była to całkowicie udana operacja. Pierwsza część Konstytucji “Sacrosanctum Concilium” nie zadomowiła się w sercu chrześcijańskiego ludu. Dokonała się zmiana formy, reforma, ale nie nastąpiło prawdziwe odnowienie, o które apelowała Konstytucja “Sacrosanctum Concilium”. Czasem wprowadzano zmiany tylko po to, aby zmienić coś w stosunku do przeszłości postrzeganej jako całkowicie negatywną i przebrzmiałą. Czasem było też tak, że reformę przedstawiano, jako zerwanie a nie jako organiczny rozwój Tradycji. Na te wszystkie problemy wskazują tradycjonaliści przywiązani do rytu z roku 1962.

Reforma nie była więc w rzeczywistości w pełni zgodna z wytycznymi Soboru?
Kard. Cañizares: Powiedziałbym, że miała miejsce reforma, wprowadzona i traktowana przede wszystkim jako całkowita zmiana, jak gdyby chciano wytworzyć przepaść między tym co przedsoborowe i posoborowe; w tym kontekście używano wyrażenia "przedsoborowe” niemalże jako obelgę.

Wasza Eminencja jest członkiem Komisji Papieskiej “Ecclesia Dei”. Jak ocenia motu proprio “Summorum Pontificum”?
Kard. Cañizares: Nawet jeśli ktoś przyjął motu proprio z negatywnym nastawieniem, był to gest o nadzwyczajnym znaczeniu dla Kościoła, który dowiódł, że ryt, karmiący duchowo Kościół przez ponad cztery wieki, jest nadal ważny. Uważam, że motu proprio jest łaską, która umocni wiarę tradycjonalistów, obecnych organicznie w Kościele i że pomoże w powrocie tak zwanym lefebrystom… Będzie ono też pomocne dla wszystkich.

Na czym polega misja, z którą Eminencja obejmuje urząd?
Kard. Cañizares: Pomóc całemu Kościołowi w pełni wcielić w życie to, o czym mówi Sobór Watykański II w Konstytucji "Sacrosanctum Concilium". Pomóc w pełni zrozumieć, co Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o liturgii. Odkryć skarby, o których pisał Ojciec Święty będąc jeszcze Kardynałem, zwłaszcza w pięknej książce "Duch Liturgii". Ukazać piękno liturgii celebrowanej przez Ojca Świętego, o którą dba mons. Guido Marini. Papieska liturgia w rzeczywistości zawsze była i nadal jest wzorcowa dla całego świata katolickiego.

W jednym z wywiadów udzielonych w Hiszpanii Wasza Eminencja pochwalił decyzję Papieża o udzielaniu Komunii Św. w liturgiach przez niego sprawowanych, tylko na klęcząco i do ust. Czy przewiduje się zmiany w stosunku do powszechnej praktyki Kościoła?
Kard. Cañizares: Jak wiadomo, zgodnie z powszechną praktyką Kościoła, normą jest Komunia udzielana do ust wiernych. Obowiązuje indult, który pozwala - na prośbę episkopatów – na udzielanie Komunii także na dłoń. Warto o tym pamiętać. Papież, by wyrazić większy szacunek, z jakim mamy przyjmować Ciało Chrystusa, chciał, aby wierni, przyjmujący Komunię z jego rąk, czynili to na klęcząco. Według mnie, jest to piękna i budująca inicjatywa Biskupa Rzymu. Obowiązujące przepisy nikogo nie zobowiązują do czynienia tego, ale też nie zabraniają.

Tłumaczenie: Agnieszka Zuba

poniedziałek, 11 maja 2009

Zdjęcia z Mszy św. w Józefowie

W kościele MB Częstochowskiej w podwarszawskim Józefowie, w ostatnią niedzielę została zainaugurowana regularna celebracja Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Mszę odprawił ks. prałat Mirosław Mikulski. W najbliższą niedzielę kolejna Msza św. o godz. 15.




Smutne wieści z Diecezji Kaliskiej

Informowaliśmy niedawno o Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, która miała zostać odprawiona w Sanktuarium Św. Józefa w Kaliszu, w niedzielę 3 maja br. Mimo, iż zapowiedziano ją podczas ogłoszeń parafialnych niedzielę wcześniej, została jednak odwołana na kilka dni przed planowanym dniem celebracji. Na tym jednak nie koniec smutnych wieści z Diecezji Kaliskiej, na czele której stoi bp Stanisław Napierała. Począwszy od 10 maja nie może być już odprawiana Msza św. w kościele Św. Marka Ewangelisty w Rososzycy k. Ostrowa Wielkopolskiego. Od 19 kwietnia br. była ona obecna w tej świątyni w każdą niedzielę.

Kard. Ratzinger: Recenzja książki o. A. Reida

Zamieszczony poniżej tekst kard. Ratzingera został napisany 26 lipca 2004 r. Stanowi on recenzję książki The Organic Development of the Liturgy [Organiczny rozwój liturgii], której autorem jest o. Alcuin Reid OSB. Książka ta ukazała się nakładem wyd. St Michael's Abbey Press, Farnborough w 2004 r. Przetłumaczony tekst kard. Ratzingera ukazał się w amerykańskim piśmie Adoremus.

Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci kwestia właściwego sprawowania liturgii stała się jednym z punktów, wokół których toczy się debata dotycząca Soboru Watykańskiego II, jego oceny oraz recepcji w życiu Kościoła. Z jednej strony mamy do czynienia z niepohamowanymi zwolennikami reformy, dla których sam fakt, że pod pewnymi warunkami sprawowanie Eucharystii wg ostatniej edycji Mszału przedsoborowego z roku 1962 zostało ponownie dozwolone, jest niedopuszczalny. Z drugiej strony liturgię uznaje się za „semper reformanda” [zawsze reformowalną], co prowadzi do nieskończonej kreatywności wiernych tworzących „własną” liturgię, w której dana wspólnota się „realizuje”. Protestanckie „Kompendium Liturgiczne” (wyd. C. Grethlein-Ruddat, 2003) niedawno przedstawiło modlitwę jako „projekt reformy” (str. 13-41) w ten sposób odnosząc się także do sposobu myślenia wielu katolickich liturgistów. Po drugiej stronie barykady mamy rozgoryczonych krytyków reformy liturgicznej – nie tylko krytycznych wobec jej zastosowania w praktyce, lecz równie krytycznych wobec jej uzasadnienia na Soborze. Widzą oni ratunek jedynie w całkowitym odrzuceniu reformy. Pośród owych radykalnych reformatorów i ich równie zawziętych przeciwników gubi się głos ludzi, dla których liturgia jest czymś żywym — czymś podlegającym rozwojowi i odnowie zarówno pod względem początkowego jak i ostatecznego kształtu. Przywołując ten sam argument zawzięci przeciwnicy reformy z uporem twierdzą, że nie ma mowy o rozwoju liturgii, jeżeli jej tożsamość nie jest zachowywana, przy czym stoją konsekwentnie na stanowisku, iż właściwy rozwój jest możliwy jedynie przy zwróceniu należytej uwagi na wewnętrzną logikę struktury owego „organizmu”: tak jak ogrodnik pielęgnuje żywą roślinę, gdy się rozwija — z należytą uwagą należną wzrostowi i życiu wnętrza rośliny i prawom nią rządzącym — tak też Kościół oddaje się pielęgnacji liturgii na przestrzeni wieków, odróżniając działania pomocne i zbawienne od burzy i destrukcji.
Jeżeli rzeczy wyglądają w ten sposób to musimy podjąć próbę ustalenia wewnętrznej struktury obrządku oraz zasad regulujących jego rozwój, tak aby znaleźć właściwy sposób na zachowanie jego żywotnej siły w ciągle zmieniających się czasach, oraz zapewnić jego wzmocnienie i odnowę. Książka ks. Alcuina Reida zajmuje ważne miejsce w tym procesie. Analizując historię obrządku łacińskiego (Mszy św. i brewiarza) od samego początku aż po Sobór Watykański II widzimy, że dąży ona do ustalenia zasad rozwoju liturgii i wyciągania wniosków z historii — z jej upadków i wzlotów — filarów, na których musi się opierać każda reforma. Książka składa się z trzech części. Pierwsza, krótka część jest poświęcona historii reformy obrządku łacińskiego od jego początków po koniec XIX wieku. Część druga traktuje o Ruchu Liturgicznym do roku 1948. Część trzecia, zaś, najdłuższa, analizuje reformę liturgiczną za panowania JŚ Piusa XII, aż po początki Soboru Watykańskiego II. Część ta jest najbardziej użyteczna, ponieważ większość ludzi nie pamięta już owego okresu reformy liturgicznej, a przy tym, w owym okresie — jak w całej historii Ruchu Liturgicznego — widać wszystkie zagadnienia dotyczące właściwej realizacji reformy, co pozwala nam korzystać z przywołanych kryteriów i w oparciu o nie uformować swój osąd rzeczy. Autor mądrze postąpił zatrzymując się na przededniu Soboru Watykańskiego II. Uniknął w ten sposób mieszania się w spory związane z interpretacją i przyjęciem soborowej spuścizny, i jednocześnie potrafił wskazać na jego miejsce w historii oraz współzależność wielu trendów, na których należy opierać pytania dotyczące norm reformy.
Pod koniec książki autor przytacza zasady właściwej reformy: powinna ona uwzględniać równowagę pomiędzy otwarciem się na rozwój a ciągłością zachowania tradycji oraz obejmować świadomość obiektywnej tradycji liturgicznej i wynikającą z niej troskę o zachowanie substancjalnej ciągłości. Autor odwołuje się do Katechizmu Kościoła Katolickiego podkreślając, że „Nawet najwyższy autorytet w Kościele nie może dowolnie zmieniać liturgii; może to czynić jedynie w posłuszeństwie wiary i w religijnym szacunku dla misterium liturgii (KKK nr 1125, str. 258). Rozważając sprawy w świetle kryteriów subsydiarności natrafiamy na prawowitość miejscowych tradycji oraz troskę o duszpasterską skuteczność.

Kryteria liturgicznej odnowy

Ze swej strony dodatkowo podkreśliłbym w sposób szczególny pewne kryteria odnowy liturgicznej wskazane powyżej. Zacznę może od dwóch ostatnich i najważniejszych. Najważniejsza zdaje mi się rola Katechizmu, gdzie mówi on o ograniczeniach władzy nawet najwyższego autorytetu w Kościele w kwestii reformy i przywołuje sedno prymatu papieskiego zgodnie z zamysłem Soborów Watykańskich I oraz II: papież nie jest monarchą absolutnym, którego wola jest prawem, lecz stróżem prawdziwej Tradycji, a tym samym najwyższym gwarantem posłuszeństwa. Nie może dokonywać zmian wedle swojego widzimisię i stąd m.in. ma prawo sprzeciwiać się osobom, które ze swej strony chcą robić, co im się żywnie podoba. Jego rządy to nie rządy arbitralne, lecz posłuszeństwo w wierze. Dlatego w odniesieniu do liturgii jest on robotnikiem winnicy Pańskiej a nie inżynierem budującym nowe maszyny i wyrzucającym stare na złom. „Obrządek” jako forma celebracji i modlitwy, która dojrzewała w wierze i życiu Kościoła jest skondensowaną formą żywej tradycji, w której sfera z niej korzystająca wyraża pełnię wiary i modlitwy i w której doświadczamy wspólnoty pokoleń, tych przed nami i tych po nas. W ten sposób obrządek jest rzeczą zbawienną daną Kościołowi, żywą formą paradosis — przekazywania tradycji.
Ważne jest, aby w tym kontekście należycie interpretować „substancjalną ciągłość”. Autor jasno ostrzega nas przed zejściem na złą drogę prowadzącą do neoscholastycznej teologii sakramentalnej, odłączonej od żywej formy liturgii. Na tej podstawie ludzie mogą pomniejszać „substancję” do materii i formy sakramentu i rzec, że chleb i wino są materią sakramentu, słowa jego ustanowienia są jego formą. Jedynie te dwie rzeczy są naprawdę potrzebne, reszta się zmienia. I tu właśnie moderniści zgadzają się z tradycjonalistami: tak długo jak dary materialne są obecne, a słowa ustanowienia wypowiedziane, wówczas wszystko inne staje się dowolne. Należy stwierdzić ze smutkiem, że wielu dzisiejszych księży działa wg przywołanego motto — a teorie wielu liturgistów idą niestety w tym samym kierunku. Ludzie ci dążą do przełamania ograniczeń nałożonych przez raz ustalone i niezmienne rubryki obrządku i wprowadzenia w to miejsce wytworów własnej fantazji (które ponoć mają „służyć duszpasterstwu”) wokół pozostałości [liturgii], istoty, która przetrwała i która została albo zdegradowana do królestwa magii, albo utraciła jakiegokolwiek znaczenie. Ruch Liturgiczny próbował ograniczyć stopień tej destrukcji, tworu abstrakcyjnej teologii sakramentalnej i nauczyć nas pojmowania liturgii jako żywej sieci tradycji, która przyjęła konkretną formę, a której nie można rozrywać na kawałki, lecz którą należy postrzegać jako żywą całość. Każdy, kto podobnie jak ja podziela takie postrzeganie Ruchu Liturgicznego w przeddzień Soboru Watykańskiego II, może jedynie stać pogrążony w smutku przed ruiną rzeczy dla katolika najważniejszych.

Archeologiczny entuzjazm

Pragnę również pokrótce skomentować dwie postawy wskazane w książce ks. Reida. Są to entuzjazm dla archeologizmu i duszpasterski pragmatyzm (który często przybiera formę duszpasterskiego racjonalizmu), a które są tak samo negatywne. Te dwa błędne kierunki można określić mianem bezbożnych bliźniąt. Liturgiści pierwszej generacji byli w większości historykami. Dlatego żywili entuzjazm dla archeologizmu. Próbowali odkopać najstarszą formę w jej pierwotnej czystości, uważając obecne księgi liturgiczne, wraz ze sprawowanymi przez siebie obrządkami, za wyraz wybujałego rozprzestrzeniania się w historii wtórnych tworów, będących skutkiem nieporozumień i niewiedzy o przeszłości. Usiłowano dokonać rekonstrukcji najstarszej liturgii rzymskiej i oczyścić ją z późniejszych „naleciałości”. Znaczna część owej rekonstrukcji była słuszna, lecz nie wolno zapominać, że reforma liturgiczna to nie wykopaliska i nie wszystkie procesy rozwoju żywego organizmu muszą być logiczne i zgodne z racjonalnymi lub historycznymi normami. Jest to również powód, dla którego — jak słusznie zauważa autor — biegli nie powinni mieć ostatniego słowa w kwestii reformy liturgicznej. Biegli i duszpasterze mają swoje własne role do odegrania (tak jak w polityce specjaliści i decydenci reprezentują dwie różne płaszczyzny). Wiedza uczonych jest istotna, lecz nie może bezpośrednio przeobrażać się w decyzje podejmowane przez duszpasterzy, ponieważ mają oni swoje własne obowiązki słuchania wiernych, wyrozumiałego towarzyszenia osobom wkładającym swój pożądany i niepożądany wkład w dzisiejszą celebrację sakramentu z wiarą. Jedną ze słabości pierwszego etapu reformy posoborowej było to, że w dużej mierze i prawie wyłącznie słuchano specjalistów i przychylnie odnoszono się do ich opinii. A wskazana była wówczas większa niezależność duszpasterzy.

Duszpasterski pragmatyzm

Ponieważ często okazuje się, że status wiedzy historycznej nie może być podnoszony do rangi nowej normy liturgicznej, tego typu entuzjazm dla archeologizmu łączono od razu z duszpasterskim pragmatyzmem: najpierw postanowiono wyeliminować wszystko, co nie zostało uznane jako pierwotne i w ten sposób nie było częścią „substancji” a następnie uzupełniono otrzymany twór „archeologicznymi pozostałościami” — a gdy te z kolei zdawały się być niewystarczające — wówczas dokonano „stosownych” uzupełnień zgodnie z „wyczuciem duszpasterskim”. Jednak na czym polega to „wyczucie”? Profesorski osąd w tym przedmiocie był często wydawany pod wpływem racjonalnych założeń i nierzadko kompletnie mijał się z istotą życia wiernych. Dlatego obecnie, po epoce nadmiernej racjonalizacji liturgii na wczesnym etapie reformy, ludzie gorączkowo poszukują form solenności, w tęsknocie za „mistyczną” atmosferą i sacrum. Mimo to, ponieważ ludzkie sądy, co do skuteczności działań duszpasterskich bywają przeróżne, aspekt „duszpasterski” stał się elementem, w który wdziera się „kreatywność”, niszcząc jedność liturgii i często zapodając wiernym jakiś żałosny banał. Nie chodzi tu o twierdzenie, jakoby liturgia słowa czy liturgia eucharystyczna nie była często sprawowana godnie i „pięknie” w pozytywnym tego słowa znaczeniu, w oparciu o wiarę ludu — lecz ponieważ poszukujemy kryteriów reformy, musimy wspomnieć o niebezpieczeństwach, które niestety na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci wcale nie są jedynie wymysłem tradycjonalistów przeciwnych reformie.

Człowiek nie może znajdować się w centrum liturgii

Chciałbym jeszcze powrócić do sposobu przedstawienia modlitwy w „Kompendium Liturgicznym” jako „projektu reformy”, a tym samym jako warsztatu, w którym ludzie cały czas muszą mieć zajęcie. Różne są zdania i opinie niektórych katolickich liturgistów, głoszące iż winniśmy w końcu przyjąć reformę liturgiczną idąc w kierunku nowoczesnego „antropologizmu” i interpretować ją w tym świetle. Jeżeli liturgia zdaje się najpierw być warsztatem naszych działań, wówczas zapominamy o najważniejszym: o Bogu. Liturgia nie mówi wszakże o nas lecz o Bogu. Zapominanie o Bogu to największe niebezpieczeństwo naszych czasów. A przecież liturgia ma być dla nas znakiem obecności Boga. Patrząc jednak na to co się dzieje, cóż począć jeśli zwyczaj zapominania o Bogu zakorzenia się w samej liturgii, a my myślimy jedynie o sobie? W każdej reformie i celebracji liturgicznej, prymat Boga jest najważniejszy.
W moim krótkim wprowadzeniu wyszedłem nieco poza treść książki ks. Alcuina. Sądzę jednak, że dzięki tej książce, zawierającej bogactwo materiałów, otrzymujemy kryteria oceny i przyczynek do refleksji. Dlatego właśnie ją polecam.

Tłumaczenie: Anna Kaźmierczak

niedziela, 10 maja 2009

Msza św. we Wrześni


W niedzielę 17 maja o godz. 20:00 w parafii farnej pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP i Świętego Stanisława BM we Wrześni (Archidiecezja Gnieźnieńska) sprawowana będzie Msza św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Celebransem będzie o. Marcin Kostka OSPPE z pobliskiego Biechowa. O Mszy św. informuje parafia na swojej stronie internetowej.

Relacja z Mszy św. w Kościanie


We wczorajszą sobotę, 9 maja, o godz. 10 w kościele p.w. Pana Jezusa w Kościanie odprawiona została uroczysta Msza św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Okazją było uczczenie 60-tej rocznicy matury przez miejscowych absolwentów, którzy zdawali egzamin dojrzałości w 1949 r. Mszę odprawił ksiądz prałat Alfred Mąka, proboszcz konkatedry z Ostrowa Wielkopolskiego. Kościół, w którym odprawiona została Msza św., był kiedyś kaplicą gimnazjalną - przypominał w lokalnej prasie prof. Cezary J.Tomaszewski, jeden z organizatorów jubileuszowego spotkania, zachęcając wszystkich do uczestnictwa w liturgii - Dzięki uprzejmości księdza Czesława Małychy, Kościaniacy mogli uczestniczyć w tym niecodziennym, ważnym dla Kościoła wydarzeniu.